|
niedziela, 13 marca 2011
Skończyło się szalone życie, ciągła pogoń za umykającym czasem, próby pogodzenia wszystkiego naraz, zazwyczaj z marnym skutkiem, sen japiszona, granie na wszystkich instrumentach, łapanie za ogon wszystkich możliwych srok. Po wczorajszym wpisie , miałem cudowny sen . Sniło mi się , że biegnę do przodu. Biegnę w jakiś zawodach. Było tam setki a może tysiące ludzi . Nie wiem dokąd biegłem ale miałem taką siłe i zaparcie żę byłem w czołówce. Widziałem po drodze ludzi . Widziałem moich znajomych , przyjaciół, widziałem powodzie , kataklizmy , starjki, protesty. Widziałem ludzi umierajacych , głodujących , potzrebujących . A ja biegłem . Wiem , że to co pisze wydaje się nienormalne , ale takie własnie miłaem odczucie. Obudziłem się rano i nie wiem czemu wziąłem kawłek paieru do ręki i podzieliłem go na 3 części , po czym zasnąłem . Dziwne to... Nieprawda? Ale kiedy sie obudziłem , przypomniały mi sie obrazy z dzieciństwa ... marzenia , plany . Przeanalizowałem przeszłosc , terazniejszosc . I ku mojemu zdziwieniu kiedy otowrzyłem kartke , tam gzie była kolumna z częśća trzecia stal pytajnik . Nie wiem jak go tam postawiłem . Wydawało mi sie , że tylko podzieliłem strone na trzy kolumny i zasnąłem .Pierwsze co mi przyszło na myśl To przyszłość? I tu pojawiły sie lęki. Nie wiem czemu . Boję sie bardzo przyszłości. Boję sie tego co robi człowiek . Boję sie żę nauka idzie za bardzo do przodu. Wczoraj rano wyczytałem w internecie , że liczba ofiar w Japoni to 600 , wieczorem że 1800 , a dzisiaj że około 10000. Straszne.A co będzie jutro ??? Czy znamy odpowiedz na to pytanie ?Czy jutro bedziemy na nowo cieszyć się słoncem, czy kroplami deszczu? A może jutro zostanie tylko po nas pamięć? Mam nadzieje że w końcu swiat sie opamięta.... Mimo wszystkiego życze wszystkim pogodnej niedzieli... Skończyło się szalone życie, ciągła pogoń za umykającym czasem, próby pogodzenia wszystkiego naraz, zazwyczaj z marnym skutkiem, sen japiszona, granie na wszystkich instrumentach, łapanie za ogon wszystkich możliwych srok. Po wczorajszym wpisie , miałem cudowny sen . Sniło mi się , że biegnę do przodu. Biegnę w jakiś zawodach. Było tam setki a może tysiące ludzi . Nie wiem dokąd biegłem ale miałem taką siłe i zaparcie żę byłem w czołówce. Widziałem po drodze ludzi . Widziałem moich znajomych , przyjaciół, widziałem powodzie , kataklizmy , starjki, protesty. Widziałem ludzi umierajacych , głodujących , potzrebujących . A ja biegłem . Wiem , że to co pisze wydaje się nienormalne , ale takie własnie miłaem odczucie. Obudziłem się rano i nie wiem czemu wziąłem kawłek paieru do ręki i podzieliłem go na 3 części , po czym zasnąłem . Dziwne to... Nieprawda? Ale kiedy sie obudziłem , przypomniały mi sie obrazy z dzieciństwa ... marzenia , plany . Przeanalizowałem przeszłosc , terazniejszosc . I ku mojemu zdziwieniu kiedy otowrzyłem kartke , tam gzie była kolumna z częśća trzecia stal pytajnik . Nie wiem jak go tam postawiłem . Wydawało mi sie , że tylko podzieliłem strone na trzy kolumny i zasnąłem .Pierwsze co mi przyszło na myśl To przyszłość? I tu pojawiły sie lęki. Nie wiem czemu . Boję sie bardzo przyszłości. Boję sie tego co robi człowiek . Boję sie żę nauka idzie za bardzo do przodu. Wczoraj rano wyczytałem w internecie , że liczba ofiar w Japoni to 600 , wieczorem że 1800 , a dzisiaj że około 10000. Straszne.A co będzie jutro ??? Czy znamy odpowiedz na to pytanie ?Czy jutro bedziemy na nowo cieszyć się słoncem, czy kroplami deszczu? A może jutro zostanie tylko po nas pamięć? Mam nadzieje że w końcu swiat sie opamięta.... Mimo wszystkiego życze wszystkim pogodnej niedzieli...
sobota, 12 marca 2011
Lęk , starch i dobre stare czasy
Zaisane 10.03.2011
Ledwo doszedłem do domu . Myślałem że w pracy wyzione ducha. Zapieprz na maksa. Jescze te głupie bezmyślne pindy , które pracują w sales department , nie zrobiły dziennego raportu , i gdybym się nie skapował to dwadzieścia ludzi , by było odesłanych z kwitkiem z restauracji. okazało się , że paniusie zapomniały dodać do listy rezerwacji jednej grupy. I to kur.........a nie pierwszy raz. A jak już dostały odemnie pożądny opieprz, to stwierdziły iż tak robią wiecznie ponad swój zakres obowiązków i dlaczego sie ich czepiam. Odpusciłem sobie . Stwierdziłem iż lepiej odpuszce sobie kontynuowanie watku o zakresie obowiązków , i poddałem się rytmowi mojej pracy . a w pracy harówka ostatnio.
Hm... Z wielkim bólem patrzę na to co dzieje się na świecie. Niepokojące doniesienia z Japonii , zaprzątają mój umysł. Pewnie z wielu was zadaje sobie pyanie DLACZEGO? Nie wiem sam . Nie potrafie odpowiedzieć na to pytanie. Nie wim czy kto kolwiek zna odpowiedz. Ostatnio zapytałem pewnego duchownego , co sądzi o tym wszystkim ? Jak znależć odpowiedz dlaczego ...? Gdzie jest Bóg? Dlaczego dopuszcza do takich rzeczy? Czyżby starcił kontrolę nad światem? ? ? To samo pytanie zadałem moim znajomym którzy są innego wyznania. Są to przedsawiciele islamu , buddy , hindi itd. I nikt z nich nie odpowiedział na moje pytanie . Nikt . Ale wszyscy sa zgodni co do jednego. Jedynym winnym jest czlowiek. I chyba z tym się zgodzę . Postępująca cywilizacja . Chęć ogarnięcia świata przez czlowieka. Ustanowienie kontroli nad wszystkim. Chęc dorównaniu Bogu . To wszystko powoduje że swiat traci harmonie. Za dawnych czasów, nie było internetu , nie było komórek , nie było klonowania , nie było elektrowni atomowych , nie było pogoni za pięniędzmi i człowiek cieszył się z harmonii między naturą a codziennym życiem . Potrafił egzystować , żył o wiele dłużęj , nie znal pojęcia stres . Teraz , żeby pobyc z naturą muszę sie udać w odległe zakątki . Nawet nie moge iść do pobliskiego lasu , bo wszysko to komercja . Wydaje mi się żę dzisjejsze czasy ogaręła ,przemoc brutalność pycha chciwość, Nie mogę się dopatrzec niczego pozytywnego . Ludzie padają jak muchy . Ciagle słyszymy o katastrfach lotniczych . kataklizmach . Jak patrze na to wszystko to wspominam stare dobre czasy . Czasy mojego dzieciństwa , Bez internetu , playstation . Czasy z rowerem Wigry , starymi sklepikami , warzywniakami , uśmiechniętymi ludzmi . Czasy kolejek , barów mlecznych . Kolonie zakładowe , oranżady kolorowe w woreczku. Landrynki . Majówki. Woda sodowa w butelkach. Takich dużych. Do sklepu biegało się z butelką ,żeby napić się wody sodowej z sokiem, też była pyszna. W jednej ręce butelka na wymianę do wody sodowej w drugiej kanka na mleko
A potem "luksus" syfon na naboje.Można już było mieć własnej roboty wodę sodową. Nawet "szampana" można było w nim zrobić ![]() Pamiętam pewien sklepik. Drewniana budka pomalowana na zielono - a wewnątrz cuda:
- gęsta śmietana sprzedawana z białego emaliowanego wiadra, połówki i ćwiartki kury na rosół, suszone grzyby, jabłka, orzechy, szklane słoje z kolorowymi cukierkami - były landrynki, raczki, grylażowe..... I obiekt największego pożądania - ciepłe lody A przed sklepikiem na dworze niewidomy dziadek sprzedawał ziemniaczki, które odważał na takiej szalkowej wadze. Na jednej szali stawiał siatkę z ziemniakami, na drugiej ustawiał odważniki i palcami sprawdzał czy takie "dziubki" do szalek się schodzą.... Cudowny sklepik, cudowne smaki......ciekawe czy ktoś go jeszcze pamięta...... Pamiętam jeszcze sklepik ze słodyczami "Spółdzielni Inwalidów" .Sprzedawał tam pan, który nie miał dłoni a jak sprawnie odważał cukierki i zwijał takie tutki z szarego papieru, do których je wsypywał... Tam oprócz cukierków, można było kupić chałwę i batony -o nazwie sękacz a i jeszcze baton krymski.... Kukułki , landrynki , lody smietankowe . grzeski , czekolady wedlowskie. To były smaki . A teraz wszystko to chemia. Jedno wielkie gówno. Nafaszerowane chemią , barwnikami . Zero smaku .
Kiedy ide na zakupy do hipermarketu . Czasami oczom swoim nie wierze co widze . Pomidory wyglądaja jak grejfruty. Rzodkiewki jak pomidory , a ogórki zielone jak cukinie. A ja pamiętam nasza działke na wincentowie. Wszystko świeżutkie , pachnące . Ogóreczki , pomidorki , koper , szpinak , xebulka zielona , groszek . Wszystko miało swój smak , kształt . Bez konserwantów , nawozów. Krzaki z agrestem , porzeczkami , soczyste maliny , truskawki , poziomki . Ach...
Nigdy juz chyba takie czasy nie wrócą . Schodzimy ku zagładzie , Nie sadze ze kiedykolwiek człowiek sie juz opamięta. Sam jestem jeszce mlody , ale boję sie przyszłośći . Boję sie tego pędu życia . Boję sie każdego nowego dnia. Boję sie , że pewnego dnia obudze sie gdzieś sam . Sam jak palec i będe toczył walke o przetrwanie , nie wiedzac skad i po co tu się znalazłem.
Miłego wieczoru...
środa, 09 marca 2011
C h y b a n a d c h o d z i w i o s n a...
Dziś słonecznie. Chyba nie skłamię jak powiem , że to pierwsze zwiastuny wiosny. Błogie lenistwo dzisiaj . Wyspałem się solidnie za oststnie tygodnie. Codziennie wstaje do pracy o 4.45 , i nawet kiedy mam wolne , oczy same otwierają mi sie o tej samej godzinie. Chyba już z przyzwyczajenia. Ale dzisiaj nawet , stado kukułek , komórkowych alarmów nie dało by rady podnieść mnie z łoża. Aż trudno uwierzyć, że ta wiosna już tak blisko. W stresach i gonitwie codzienności coraz bardziej zapominamy o zmianie pór roku. Bardziej zajmuje nas nadejście najbliższego weekendu, niż wiosny. Zgarbieni patrzymy częściej w ziemie, a coraz mniej w niebo. A niebo, jak się okazuje, nabiera cudownego wiosennego błękitu. Wiosna nadchodzi powoli i statecznie, stapając niewielkimi krokami. Ach, szkoda dnia idę na spacer...
wtorek, 08 marca 2011
poniedziałek, 07 marca 2011
R e k r u t a c j a
Od dziś powinienwm się zająć rekrutacją pracowników, albo otworzyć agencję rekrutacyjną. Zaczęło się od tego , że mój hotel poszukuje pracowników . A dokładnie do mojego departamentu. Ale jakoś licho z cv , więc postanowiłem wziąść sprawy w swoje ręce. Na jednym z portali społecznościowych dla wyspiarzy , umiesciłem wczoraj ogłoszenie , ze poszukuję pracowników do pracy w hotelu. Kiedy zajrzałem do mojej skrzynki mailowej , moim oczom ukazał się niesamowity widok. 167 maili a wszystkie dotyczące posady w hotelu. Problem zacżął narastac w ciągu dnia , kiedy zaczęło tych podań spływać co raz więcej , a ja zapomniałem hasłą do zablokowania ogłoszenia i w ten sposób mam tyle osó chętnych do pracy , niż znajomych na facebooku. Żal mi tylko tych młodych ludzi , którzy pokończyli wspaniałe studia . Mają bogatę praktykę zawodową i czaami wspaniały przeieg pracy zawodowej , a teraz zdesperowani łapią się tylko czegokolwiek by przetrwać. Mam nadzieję ze nadejda wkrótce lepsze czasy .
Pozdrawaim ciepło;)
niedziela, 06 marca 2011
T e s k n o t a
"Dziś piękność twą w całej ozdobie, Tak pisał o swojej ojczyźnie Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu". Tęsknił. Na wielu forach internetowych można przeczytać rady i stwierdzenia dotyczące tęsknoty: "zobaczysz jak będziesz tęsknić", "bardzo się tęskni za krajem", "na pewno w głębi serca tęsknisz". Część oczywiście mówi o tęsknocie za rodziną ale większość o tęsknocie za krajem, Polską, Ojczyzną. Jestem za granicą już ponad sześć lat i powinienem z pewnością poczuć miażdżącą serce i wykręcającą duszę tęsknotę. Tymczasem ani "dzięcielina" ani "gryka" mi w głowie. Więc jak to jest z tą tęsknotą?
Niezaprzeczalnie można tęsknić za rodziną. Jednak czy tęsknota lansowana w programach typu reality, gdzie ludzie płaczą po kilku dniach a co odporniejsi po tygodniu jest prawdziwa? Nie wydaje mi się. To jest po prostu coś, co się od nich oczekuje. Trzeba tęsknić i już. A kto pierwszy, ten ma więcej zrozumienia u publiczności i jest uznawany za wrażliwego. Z drugiej strony można tęsknić po cichu, gdy nie możemy spać w nocy bo partnera nie ma w domu, gdy przy śniadaniu nie mamy z kim porozmawiać. Da się z tym żyć, choć może i mało komfortowo.
A wielka, romantyczna tęsknota za krajem? Czy nie jest trochę tak, że najczęściej mówią o tęsknocie ludzie, którym się nie udało za granicą: "Tutaj zawsze będziemy ludźmi drugiej kategorii a poza tym bardzo tęsknię za Polską". Takie stwierdzenia można znaleźć praktycznie wszędzie. Moim zdaniem, tęsknota jest najczęściej wymówką, gdy ludzie nie potrafią się zaaklimatyzować w innym kraju. Gdy decyzję o wyjeździe podjęli za szybko, nie przemyślawszy jej. Jesteśmy stworzeniami opartymi na przyzwyczajeniach. Słuchamy tylko TEJ stacji radiowej, chodzimy do TEGO baru, czytamy tylko TĄ gazetę a w niedzielę obiad jest ZAWSZE u mamy. Można by tak wymieniać w nieskończoność. Te przyzwyczajenia, dzienna rutyna, daje nam poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Tak jak poczucie komfortu daje nam nasze ulubione ciasto upieczone przez babcię. Decydując się na wyjazd trzeba o tym wiedzieć i pamiętać. Trzeba sobie stworzyć NOWE przyzwyczajenia w sposób świadomy tym razem aby móc się skoncentrować na budowaniu nowego życia w innym kraju. Gdy nie ma czegoś do czego jesteśmy przyzwyczajeni - w szczególności jedzenie - trzeba znaleźć inne, zamiennik po prostu. Płacz i rozżalenie raczej tutaj nie pomogą. Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo, że będziemy mieli nowych przyjaciół już po tygodniu pobytu. Trzeba to wszystko sobie wypracować. Co jest szczególnie zabawne, to że dokładnie taki sam problem występuje, w trochę mniejszej skali, gdy się przeprowadzamy do innego miasta w Polsce. Przypomnijcie sobie - jak było gdy wyjechaliście do szkoły, na studia!
Podsumowując, gdy decyzja wyjazdu jest dobrze przemyślana, gdy jesteśmy tak przygotowani do wyjazdu jak tylko można - na tęsknotę za krajem po prostu nie ma miejsca.
piątek, 04 marca 2011
C h w i l a
Fusilla - przykro mi bardzo . To chyba złośliwość rzeczy martwych . W takim razie chyba napiszę w małym skrócie co mi lezy na myśli ... Każdego dnia , jak tylko się przebudzę i otworzę o czym , ogarnia mnie wielka radośc , że znowu jestem w rzeczywistości, Nie wiem czy to przychodzi z wiekiem , ale zaczynam doceniać piekno każdego dnia. Jakoś jestem w takiej fazie , że chciałbym robić mnóstwo rzeczy , które kiedyś byłym moim marzeniem. Żyjemy w takich czasach , że jest tyle możliwości żeby pogłebiać swoje pasje i zainteresowania. Wiedza jest wielkim otworem . Dostepna wszędzia. Mamy możliwości podrózowania , zwiedzania , nawet najbardziej oddalonych zakątków na świecie. Wszystko jest w zasiegu ręki. Każdego dnia dzięki mojej pracy , poznaje mnóstwo ludzi . Każdy jest inny. I od każdego człowieka możemy dowiedzieć się czegoś więcej . Każdy dzień przynosi nam coś nowego . Panuje balans , pomiędzy smutkiem , a radością. Żyjemy w czasach rosnącej cywilizacji i rozwoju techniki. I może w tym szybkim biegu , cały ten chaos przesłania nam piękno każdego dnia. Może to zabrzmi śmiesznie , ale wydaje mi sie że kiedy ludzię czekają z niecierpliwości kolejnego dnia , to poniekąd żyją dłużej. Potrafią się cieszyc z kazdej nawet najmniejszej chwili i może to jest recepta na DŁUGOWIECZNOŚĆ. Pozdrawiam wszystkim i życzę radości na każdy dzień.
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||